Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Wrzesień 2011

Wrześniowy poranek. Niechętnie wstając z łóżka, wyłączam kolejne budziki w telefonie. 6:00… 6:15… 6:30… 6:45… Odkładam telefon, przecieram oczy, spoglądam w stronę okna. Zza chmur delikatnie przedzierają się promienie słońca. To będzie ładny dzień. Pospiesznie szykuję się do wyjścia, zegarek, torba, klucze i już. Zbiegam nieostrożnie po schodach, rozplątując jednocześnie słuchawki. Uhh, zdążyłam. Nieobecnie wpatruję się w przestrzeń za autobusowym oknem, nie zważając na wsiadających i wysiadających ludzi, korki i to rozwrzeszczane dziecko, któremu mama nie chce dać 10 gumy z rzędu. Myśląc niby o niczym przemierzam kolejne ulice, docierając pod szkolną klasę. Mimowolnie odpowiadam na mało ważne pytania. Dopiero dzwonek na lekcje wybudza mnie. Pierwsza lekcja, entalpia, entropia, efekt cieplny – pełne skupienie. Druga lekcja, trzecia, czwarta. Czas wyjść. Godzina, kilka kilometrów, niezbyt przyjemne ulice. Przemierzam drogę dość mozolnie i niechętnie. Jedynie muzyka dodaje mi energii i sprawia, że wciąż idę. Popadam niby w letarg, brnę naprzód, nie zwracając uwagi na trąbiących kierowców, znużonych przechodniów i migające telebimy. Krótka msza, pogrzeb. Dookoła czerń, ból, łzy i jakby lęk. Nagle pośród milczącego tłumu wyrywają się słowa małej dziewczynki… „Babciu, dlaczego dziadka nie ma z nami? Tak bardzo lubił bawić się w poszukiwanie skarbów!” Zakłopotanie w oczach tej starszej kobiety dokładnie opisywało jaki trud przynosi wyjaśnienie dziecku co się właściwie wydarzyło, dlaczego jej ukochanego dziadka nie ma obok i dlaczego już go nie będzie.

A ja kolejny raz przywołuję w pamięci minione lata. Wspaniałe wspomnienia, przerwane nagle nieobecnością, odwiedziny, ostatni list i już. Dla dziecka śmierć jest czymś kompletnie abstrakcyjnym, jest jak zagubienie się w wesołym miasteczku, które właśnie odjeżdża do innego miasta. Później już jako nastolatka w pełni świadoma nadchodzącego, nieuniknionego końca, nie zadawałam zbędnych pytań. Nie pokazywałam swej słabości, chociaż przeżywałam wcale nie mniej, a wręcz nawet o wiele bardziej niż jako mała dziewczynka. Do dziś czuję pustkę i tęsknotę za tymi, których już ze mną nie ma.

Ukradkiem otarłam łzę i powróciłam do zwykłego dnia. Natłok codziennych spraw nie pozwolił mi poświęcić kilku godzin na rozmyślanie co tak naprawdę może być po śmierci, dokąd prowadzi i jak wygląda, jednak mam w sobie pewność, że niedługo się sama przekonam na własnej skórze.

Reklamy

Read Full Post »

Drogą na samo dno.

Lina i tama. Lina, tama i ja. Kilka set stóp niżej nieskończona otchłań wirująca pod natłokiem kolejnych litrów wody. Rozwiązanie wszystkich dotychczasowych problemów. Kilka sekund, drobny wysiłek mięśni i już. Lina wyzbyła wątpliwości, odwrotu już nie było. Powolny krok do przodu, ostatnie spojrzenie na ten absurdalny świat, myśl o tych najważniejszych osobach. Kolejny krok. Ostatni krok. Napięcie, trwające wieczność. 1… 2… 3… Mocne uderzenie w wodną toń. Boleśnie wypełniające się wodą płuca. Mozolne sekundy. Utrata przytomności. I koniec.

Pokonałam swój strach! 😀

Read Full Post »

Cholernie trudno wrócić na właściwą drogę, po zagubieniu jej. Dziś nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Kręte ścieżki życia wiją się swoją nieskończoną ilością. Tyle możliwości, tyle skrótów, lecz tylko jedna droga właściwa. Od dawna błądzę po tym świecie, szukając swojego miejsca, szukając swojego własnego ja. Niczym schizofrenik zmieniam się co rusz z jednej w drugą. Tylko po co? Już nawet nie chcę wiedzieć po co. Chcę z tym skończyć.

Przeszłość zamykam na cztery spusty w mojej pamięci. Nie czas i nie miejsce już na popełnianie wciąż tych samych błędów. Sprawdźmy czy w tej spalonej dolinie może wyrosnąć jeszcze kwiat, czy będzie tu kiedykolwiek urocza łąka.

 

Read Full Post »

Spilled Ink Poetry

poezja autorska Jagoda Wróblewska Grzesiak

nic prostszego

o nauce językiem laika

Tomek w kuchni,

czyli moje kulinarne ekscesy

Strzelecki

Prosto z głowy...