Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Styczeń 2011

Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.

Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.

Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”

Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.

— Paulo Coelho

Nad brzegiem rzeki Piedry usiadłam i płakałam…

Tylko trzeba w to uwierzyć.

Reklamy

Read Full Post »

Myśli kotłowały się w jej głowie. Niczym duch przedzierała się przez kolejne miejsca, kolejne słowa, kolejne wspomnienia. Nie mogła zrozumieć. Jeszcze wczoraj tak szczęśliwa, dzisiaj bezgłośnie łka. Jej świat legł w gruzach przez jeden wstrząs, jedną czynność, jedno słowo. Znalazła się w nieznanym świecie pełnym pytań. Każdy przedmiot wydawał dźwięki, które w jej głowie układały się w pytanie, na które nie miała nigdy odnaleźć odpowiedzi. Rozglądała się i skupiała wzrok na każdej rzeczy, by zapamiętać jak najwięcej. Czuła, że to prawdopodobnie jedyny sposób na zrozumienie. Nagle jej oczy, w tej jakby wędrówce do pracy doktoranckiej, natrafiły na człowieka. Powolnie zbliżał się do niej brunet o błyszczących, przykuwających uwagę oczach o ogromnej głębi koloru. Przyglądała mu się bardzo uważnie studiując każdy centymetr jego ciała. Silne ramiona, błyszczące oczy, pewny krok. To wszystko sprawiało wrażenie, że skądś go zna, że nie jest to obcy człowiek.

Jak się panienka dziś czuje? – jego głos niby wypełniał każdy zakątek tego szpitalnego pokoju.

Zebrała siły, próbowała odpowiedzieć na pytanie, jednak mimo prób z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk.

Spokojnie. Po tak długim śnie z pewnością zajmie nam trochę czasu dojście do pełni życia, ale to tylko kwestia czasu. Proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze.

Będzie dobrze?! Jak on mógł mówić to tak spokojnie?! Właśnie straciła wszystko, całe swoje życie, przyjaciół, rodzinę. Znalazła się w całkiem obcym świecie. Wszystko wydawało się takie nowe. Mężczyzna opuścił pokój, delikatnie i bezgłośnie zamykając drzwi za sobą. Została sama, znowu sama. Wpatrywała się w ścianę, próbując zrozumieć. Była pewna, że jeszcze kilkanaście minut temu topiła się w oczach swego ukochanego. Właśnie miała powiedzieć najważniejsze w życiu „tak”. Co się jednak stało, że wylądowała tutaj, sama w tym szpitalnym łóżku?

Czas mijał, z minuty na minutę dłużąc się coraz bardziej. Oczekiwała aż ktokolwiek przyjdzie i zechce jej wyjaśnić jak się tu znalazła. Może warto wezwać tego miłego doktora? – pomyślała. Próbowała ruszyć ręką w stronę dzwoneczka, by wezwać pielęgniarkę. I nic, jej ręka ani drgnęła. Zaczęła ogarniać ją coraz większa panika, nie wiedziała co się dzieje. Starała się ruszyć jakąkolwiek częścią ciała – nie mogła. Jedynie bezcelowo była w stanie wodzić oczami po przydymionej białej ścianie. Przerażona zaczęła płakać. Z jej oczu powolnie spływały słone łzy. Czekała, tylko to jej zostało. Miała świadomość, że nawet jeśli lekarz przyjdzie to nie będzie mogła zadać mu pytania, nic nie będzie mogła. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem teraz byłaby już mężatką. Mimo wielu wątpliwości, jedna nie dawała jej spokojnie czekać. Dlaczego jego nie ma przy niej? Przecież przysięgał, że jej nie opuści aż do śmierci, że będzie na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Czyżby on był w gorszym stanie…? Nie, niemożliwe, ma silniejszy organizm, w każdym calu jest silniejszy. Poradziłby sobie. Nie martwiła się o siebie, nie obchodził ją jej dalszy los, dalsze życie. Bała się wyłącznie o jego. Bała się, że coś mu się stało. W jej głowie głowie powstawały kolejne czarne scenariusze. Każdy z nich opierał się na podobnych założeniach – ona znikała, umierając czy tracąc pamięć, on jakoś układał sobie życie na nowo i był szczęśliwy. Tylko tego chciała. Od chwili, kiedy się poznali, starała się uchylić mu kawałek nieba, sprawiała mnóstwo przyjemności każdego dnia, nie dbając przy tym o siebie, ale jednocześnie nie zapominając. Spełniała większość jego zachcianek. I była przy tym szczęśliwa, była przy nim szczęśliwa. Każdy jego uśmiech, powodował pojawienie się uśmiechu także na jego twarzy. Dzieliła jego smutek, frustracje, radość. Była z nim, trwała zawsze u jego boku, nieustannie wspierając. Nie bała się, że zostanie sama, jeśli tylko on będzie szczęśliwy. Z tą myślą zasnęła,

Kochanie, w porządku, spokojnie, odetchnij głęboko i powiedz to. – wyszeptał jej do ucha.

Po jej policzku spłynęła kolejna łza. Wiedziała, że dobrze robi, miała pewność. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.

Ja biorę Ciebie za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.

Spojrzała mu głęboko w oczy. Widziała w nich radość i miłość, wiedziała, że ją kocha i będą żyć szczęśliwie aż do śmierci. Wiedziała, że to jego właśnie szukała całe życie.

Amen.

Read Full Post »

Spilled Ink Poetry

poezja autorska Jagoda Wróblewska Grzesiak

nic prostszego

o nauce językiem laika

Tomek w kuchni,

czyli moje kulinarne ekscesy

Strzelecki

Prosto z głowy...