Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Lipiec 2010

Kokaina.

I minął kolejny rok. Niby podobny do poprzednich, a jednak przepełniony zmianami. Był on początkiem pewnej rozłąki. Koniec z irytowaniem się na korytarzu 5 razy w tygodniu, koniec z graniem w statki na polskim, koniec z uprawianiem hazardu na historii, a przede wszystkim koniec wspólnego narzekania na lekcjach w-fu. Koniec, dużo końców, a zarazem początek. Mogłoby się wydawać, że zmiana szkoły zniszczy nasze dotychczasowe, wieloletnie relacje. Nie zniszczyło, cóż, może delikatnie ten zwariowany brak czasu nas trochę od siebie oddalił, chociaż jestem pewna, że niczym przeciwne jony będziemy zobojętniać mijający czas i między nami nic się nie zmieni.

24 lipca, jedyny dzień taki w roku i do tego Twój. Z pewnością wyjątkowy. Nawet nie pamiętam czy kiedykolwiek była okazja spędzić go razem. Zawsze nas dzieliła ogromna ilość kilometrów, także i tego roku. Kiedyś na pewno Cię porwę tego dnia i zmaltretuję tak porządnie do utraty sił! Strzeż się! 😀

Dobrze, przejdę do sedna.

Wcześniej nie wywlekałam na światło dzienne podobnych myśli i odczuć, ale tym razem postanowiłam to zrobić. Dokładnie pamiętam każdą sekundę, każdy najdrobniejszy szczegół naszej przedwakacyjnej rozmowy o wspólnym siedzeniu w ławce w kolejnym roku. I to był właśnie początek czegoś wielkiego i cennego. To zdarzenie zapakowałam w plik .rar i upchnęłam do skrytki „pamiętać za wszelką cenę”. I będę pamiętać równie mocno jak wiele  naszych wspólnych chwil. Od tamtej chwili zawsze razem, może nie ciałem, lecz duchem. Budzenie w nocy, ekscytacja „zapytał o chodzenie”. Pamiętasz tę rozmowę o Przemysławie? 😀 Cóż, takich chwil było naprawdę bardzo dużo, ale i wiele ich jest przed nami.

W czasie przerwy w bitwie pewien żołnierz przyszedł do oficera z prośbą o pozwolenie na przyniesienie z pola bitwy swojego przyjaciela. „Odmawiam”, rzekł oficer. „Nie chce, żebyś ryzykował życie dla człowieka, który prawdopodobnie już nie żyje”. Żołnierz odszedł, aby wrócić po godzinie śmiertelnie ranny niosąc ciało swego przyjaciela. Oficer wpadł w furię. „Mówiłem ci, że nie żyje. Teraz straciłem was obu. Powiedz, czy warto było iść, by przynieść ciało?” Umierający odrzekł: „O tak. Gdy do niego dotarłem, żył jeszcze. I powiedział do mnie: „Jack, wiedziałem, że przyjdziesz.””

Niczym ten słynny żołnierz jestem w stanie poświęcić dla Ciebie wszystko. Chociaż może często tego nie okazuję i trudno ze mną wytrzymać to wiedz, że jesteś dla mnie naprawdę kimś ważnym. I mimo wielu ścieżek wydeptanych, przez które każdy musi przejść samotnie, to my zawsze będziemy razem. Zawsze i póki wciąż w to wierzymy ma to sens. Dziękuję, że jesteś.

Życzę Ci niezliczonej ilość szczęśliwych chwil podczas niemożliwie długiego życia z najlepszymi osobami u Twego boku. Także by nigdy Ci niczego nie brakowało,  nie tylko w sferze materialnej. Wszystkiego najlepszego!

Reklamy

Read Full Post »

Spilled Ink Poetry

poezja autorska Jagoda Wróblewska Grzesiak

nic prostszego

o nauce językiem laika

Tomek w kuchni,

czyli moje kulinarne ekscesy

Strzelecki

Prosto z głowy...