Feeds:
Wpisy
Komentarze

Ave

Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave
Czytaj dalej »

Stop and stare.

Upadłam. Potknęłam się o kłodę i upadłam. Ślizgam się na ziarnach grochu. Nie mogę wstać. Leżę. Leżę i spoglądam w niebo, w tę błękitną bezkresną otchłań. Patrzę i myślę. Zamykam oczy. Promienie słońca delikatnie oświetlają moją twarz. Mimowolnie uśmiecham się. Nadchodzi czas, kiedy sił już brakuje i jedyne na co nas stać to uśmiech przez łzy.
Czytaj dalej »

Erotyki

Z wielu powodów i dla smutków wielu
Chciałabym dzisiaj mieć poduszkę z chmielu.
Zapach tych lekkich, siwozłotych szyszek
Sprowadza mocny sen – zjednywa ciszę.

Gdzieś to czytałam albo mi sie śniło:
„Chmiel na bezsenność, a sen – na bezmiłość.
Poduszke z chmielu gdy sobie umościsz,
Zaśnij, bo na cóż życie bez miłości”…

Erotyki, Maria Pawlikowska – Jasnorzewska

Courage

It’s curious what takes courage and what doesn’t. When I step out on stage in front of thousands of people, I don’t feel that I’ m being brave. It can take much more courage to express true feelings to one person. When I think of courage, I think of the Cowardly Lion in „The Wizard of Oz”. He was always running away from danger. He often cried and shook with fear. But he was also sharing his real feelings with those he loved, even though he didn’t always like those feelings.

 
That takes real courage, the courage to be intimate. Expressing your feelings is not the same as falling apart in front of someone else – it’s being accepting and true to your heart, whatever it may say. When you have the courage to be intimate, you know who you are, and you’re willing to let others see that. It’s scary, because you feel so vulnerable, so open to rejection. But without self-acceptance, the other kind of courage, the kind heroes show in movies, seems hollow. In spite of the risks, the courage to be honest and intimate opens the way to self-discovery. It offers what we all want, the promise of love.

Dancing The Dream, Michael Jackson

123.

Kolejny raz jestem w sytuacji, kiedy poważnie zastanawiam się jaki jest sens w ufaniu ludziom, ich słowom i czynom. Czy to nie jest jakiś rodzaj masochizmu? Jest, chyba właśnie jest. Za każdym razem dajesz szansę, marnujesz swój czas i swoje zdrowie psychiczne, bo tli się w Tobie nadzieja, że będzie inaczej, że przecież nie wszyscy na tym świecie muszą byc nic niewartymi dupkami… Tlenu coraz mniej, iskra płonie coraz słabiej. Co się z Tobą stanie, gdy jej tlenu zabraknie? Strzeż się.

Ty puchu marny!

Wyobraź sobie ból dobiegający z wnętrza Ciebie. Ból, którego nie można pominąć, przeoczyć. Kładziesz się z nadzieją, że może uda Ci się zasnąć, przespać to, obudzić w lepszych czasach. Wijesz się nerwowo, zmieniasz pozycje. Minuty mijają mozolnie, słyszysz bicie własnego serca. Żadna pozycja nie przynosi ukojenia. Wybija 1 w nocy. Nic. 1:30 nic. 2:00 nic. Ze wściekłością przetrząsasz wszystkie szuflady, szafki, kosmetyczki, torby. Gdzieś musi się kryć ta jedna, jedyna biała pigułka. Twoje wybawienie. Nie znajdujesz. Miotasz się. Nerwowo, ale delikatnie. Nie chcesz przecież obudzić rodziców, śpiących obok. 2:30 dalej nic. Ubierasz się. Bierzesz pierwszą z brzegu torbę, wrzucasz do niej portfel, klucze i telefon, na wszelki wypadek, przecież zaraz wrócisz. Łapiesz buty i kurtkę, założysz na korytarzu. Wychodzisz po cichu na palcach z mieszkania. Skradasz się do piwnicy. Jak złodziej. Byle ciszej. Bierzesz rower, nie swój, bo dalej nie masz świateł. Wrzucasz torbę do koszyka. Wynosisz rower i pędzisz. Jedziesz pustymi ulicami. Senne miasto nieświadomie śpi. A Ty jedziesz. Pełzniesz niczym narkoman po działkę, po wybawienie. Mija Cię auto dostawcze, pasażer krzywo Ci się przygląda. Co za idiota jeździ nocą rowerem. W deszczu. Jeszcze kawałek. Przyspieszasz. Już. Jesteś na miejscu. Podjeżdżasz do okienka. Pusto. Światło się pali. Dzwonisz dzwonkiem. Krótko. Czekasz. Nic. Dzwonisz jeszcze raz, tym razem dłużej. Nic. Zaczynasz się denerwować, dłużej już nie wytrzymasz. Pojawia się zaspana kobieta. W końcu. Dostajesz o co prosisz. Wybawienie w pigułce. Nie czekając bierzesz jedną. Nadzieja na lepsze. Wsiadasz na rower i pędzisz. Do domu, do łóżka ze swoim wybawieniem. Dojeżdżasz, chowasz rower. Wdrapujesz się na górę, jednocześnie zdejmując z siebie kurtkę. Gorąco. Ubrałeś się za ciepło i kręci Ci się w głowie. Wchodzisz do mieszkania niezauważony. Kierujesz się do swojego pokoju. Kładziesz rzeczy delikatnie przy łóżku. Zdejmujesz buty i mdlejesz… Za późno.

Anisłowa.

Zmęczeniebezsennośćświtkolejnydzieńzajęciaegzaminykolokwiasprawozdania
rowerpółmrokbiałysufitłzywoczac2:03niemadokądiśzawrotygłowyświtdeszczkac
kackacpromieniesłońcazzachmurmroknieczytelnanocgrapozorówświtzmęczenie
poparzenienitrowaniebiałekkakofoniastrachpracatęsknotawojnaimieninyna
czerwonobezsennośćbezsennośćbezsennośćczarnaowcapechpodróżmonotonia
pociągświtrowerfartuchdestylacjakrystalizacjaprzewodnośćmolowa
współczynnikaktywnościzawszepodprądSłońceskryłosięzachmuraminazachód
odkloszainazewnątrzzrobiłosięponuro.Juniorwyszedłzdomuizniknąłwpółmroku.
senmetaleciężkiewałypośpiechkilometrydrógkatorgabrakujepowietrza.

Już jesteś w grze?

nic prostszego

o nauce językiem laika

Tomek w kuchni,

czyli moje kulinarne ekscesy

Strzelecki

Prosto z głowy...